MoH Infiltrator
Inne Gry MoH
Medal of Honor
Kody
Arty
Soundtrack

MoH Underground
Zapowiedź
Kody
Arty
Soundtrack

MoH Fighter Command
Zapowiedź

Recenzja MoH: Heroes (Gery.pl)



Seria gier Medal of Honor to wielodzietna rodzina drugowojennych shooterów, które zdążyły zagościć na wielu platformach. Do pełnego szczęścia potrzebna mi była jeszcze wersja mobilna, którą mógłbym zabrać ze sobą wszędzie i zagrywać w nią bez względu na okoliczności przyrody. Naczekałem się nieco, jednakże po raz kolejny okazało się, że warto być cierpliwym i czekać na wymarzoną grę. Okazało się, że w końcu ktoś, a konkretnie Electronic Arts, pomyślał o takich ludkach jak ja i zaserwował grę, która powinna była spełnić moje oczekiwania. Powinna – no właśnie – odpowiedź na tak postawioną sprawę znajdziecie poniżej...

Fabuła gry Medal of Honor: Heroes została oczywiście osnuta wokół wydarzeń mających miejsce w trakcie drugiej z kolei wojny światowej. Rzecz jasna na użytek programu wybrano tylko pewien niewielki wycinek i wykrojono z niego trzy kampanie. W sumie daje nam to 15 misji o kilku możliwych zakończeniach, rozgrywających się na skalistych wybrzeżach Włoch, deszczowych ulicach holenderskich miast, pokrytych śniegiem polach Belgii oraz w wielu innych miejscach. Każda z kampanii to inny bohater, stąd liczba mnoga w tytule gry. Co ciekawe każdy z nich jest doskonale znany weteranom Medalowych przygód, gdyż nazwiska postaci pojawiających się w przenośnej odsłonie, pojawiały się już wcześniej. Dla porządku zaprezentuję ich w kolejności pojawiania się w trakcie rozgrywki: sierżant John Baker (Medal of Honor Allied Assault - Breakthrough) jest głównym bohaterem kampanii włoskiej, w trakcie której zadaniem gracza jest między innymi przejecie słynnej maszyny szyfrującej Enigma; drugi jegomość to porucznik Jimmy Patterson (Medal of Honor i MOH: Frontline), a teatr zmagań to Holandia – jego zadaniem na tej urodzajnej ziemi bynajmniej nie jest podziwianie tulipanów – musi się za to wykazać umiejętnością wykradania całej masy dokumentów i wreszcie trzeci, czyli porucznik William Holt (MOH European Assault), który działa na terenie Belgii i jego celem jest sfinalizowanie naszej przygody z trybem single w MOH: Heroes.

Zadania jakie wykonują nasi dzielni bohaterowie nie należą ani do wybitnie wyszukanych, ani też trudnych. Cele zostały podzielone na dwie kategorie – główne i dodatkowe. W obu grupach zazwyczaj występuje po kilka zadań. Jak się pewnie domyślacie grupa dodatkowa jest całkowicie nieobowiązkowa, ale z drugiej strony warto poświęcić jej chwilę uwagi, gdyż zaliczenie wpływa na końcową punktację i kolor medalu, jaki finalnie otrzymujemy. Niestety zadania są do siebie bardzo podobne i powtarzalne. Nie porwano się tu na żadne szalone pomysły – ot zwykłe biegnij do punktu, zabierz dokumenty lub wysadź działo, albo kropnij niemieckiego oficera. Jedynym urozmaiceniem jest zmieniająca się lokalizacja, ale mimo to dotarcie do celu nie jest trudne, gdyż na kompasie widnieją strzałki orientujące gracza na odpowiedni kierunek, a gdy cel jest już naprawdę blisko, pojawia się gwiazdka. W trakcie działania napotykamy zróżnicowane ilości przeciwników, ale nie mamy okazji wejścia w jakąkolwiek interakcję z otoczeniem czy też postaciami. Owszem na mapach znajduje się sporo pojazdów, ale zapomnijcie, że którymś z nich pojeździcie, albo chociaż rozwalicie. Nie ma także mowy o demolce w stylu rozwałki skrzyń, murków i temu podobnych. Na przedmiotach, ścianach i pojazdach pojawiają się co prawda ślady po pociskach, ale na tym też kończy się ich reakcja na wysiłki gracza. Do samych misji wprowadza nas odprawa w postaci wojskowo oschłego raportu, a do każdej z trzech kampanii czarno biały film archiwalny z dograną narracją prezentującą realia rozgrywki. Podobnie zresztą wygląda sprawa intro i filmu kończącego nasze wojenne wysiłki.

Do dyspozycji grającego oddano trzy stopnie trudności. Jednak na żadnym z nich nie będziecie się borykać z kłopotami w doprowadzeniu zabawy do szczęśliwego zakończenia. W zasadzie jedynymi odczuwalnymi różnicami jest zwiększona ilość przeciwników i mniejsza ilość apteczek, co prowadzi tylko i wyłącznie do ostrzejszego strzelania. SI jest generalnie średnie i niezmiernie rzadko przytrafi mu się manewr, który może nas zaskoczyć. Gdyby nie przewaga jaką daje mu niedorobiony momentami engine, to w ogóle nie byłoby o czym rozmawiać. Niemieccy żołnierze mają tendencję do beztroskiego biegu na lufę naszej broni, a nieudolne próby ucieczki czy też schronienia się za przeszkodą, jeszcze bardziej ułatwiają wykonanie totalnej rzezi. Wszystko to razem wzięte sprawia, że kampania singlowa jest niemiłosiernie krótka. Na najwyższym stopniu trudności skończyłem ją w 4 godziny i 30 minut. O najłatwiejszym poziomie w ogóle wstyd wspominać, gdyż poświęcając się łażeniu po lokacjach, oglądaniu bitmap i próbowaniu rozmaitych rzeczy, ukończyłem grę w 3:49 minut. Podkreślam jednak, że marnowałem masę czasu na „zwiedzanie”.

Na przeciwległym biegunie krótkiego singla znajduje się skirmish oraz znakomicie przygotowany tryb rozgrywki wieloosobowej. Same potyczki są łudząco podobne do deathmatcha, z tą różnicą, że naszymi przeciwnikami są boty – maksymalnie może ich być nawet 16. Jest to bardzo pożyteczny tryb, gdyż jest całkowicie niezobowiązujący. Tak zwana szybka piłka :) Wskakujemy na moment, postrzelamy się, zlicza się nasze punkty i tyle. Najlepiej zabierać się za niego po ukończeniu kampanii, gdyż wszystkie odblokowane mapy są teraz dostępne w potyczce.

Nieco dłużej chciałbym się zatrzymać na trybie multi, gdyż zasługuje on na dogłębniejszą ocenę. Niewątpliwie jest to jeden z najlepiej zrobionych multiplayerów, jaki miałem okazję widzieć na konsolce PSP. Rozgrywka może toczyć się w dwóch trybach połączenia – Ad Hoc to zabawa dla maksymalnie 7 graczy oraz tzw. Infrastrukturalny, czyli po naszemu za pośrednictwem połączenia z Internetem i tu może potykać się aż 32 zwolenników onlinowych bojów. Bolesne jest jedynie to, że MOH: H nie obsługuje Game Sharing, więc każdy gracz przystępujący do Ad Hoc musi mieć swój egzemplarz gry. Jednakże jest to detal w porównaniu z tym, co daje nam zabawa w „prawdziwym” multi. Jedyną dodatkową czynnością, jaką musimy wykonać przed zanurzeniem się w grę, jest darmowa rejestracja w EA Nations. Trwa to zaledwie chwilkę i można tego dokonać z poziomu konsolki, jak i za pośrednictwem dowolnego komputera. Oczywiście druga metoda jest nieco łatwiejsza. Po utworzeniu konta i zalogowaniu się, zakładamy profil, w którym gromadzone są wszelkie informacje na temat naszych postępów w grze online. Po dokonaniu wszelkich „formalności”, pozostaje nam jedynie decyzja w co zagrać, a musicie wiedzieć, iż przygotowano zestaw naprawdę solidnej rozgrywki. Mamy tu wszystko co potrzebne do szczęścia, czyli: deatmatch, infiltration, domination, demolition, hold the line i battlelines. Tryby są zdecydowanie urozmaicone, a więc każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Niezmiernie ważnym elementem tego modułu gry jest możliwość hostowania rozgrywki. Nie ma problemu, aby stworzyć własny serwer gry. Przygotowano do tego celu specjalne oprogramowanie, które wystarczy pobrać ze strony domowej gry, a następnie zainstalować na dowolnym pececie i po krótkiej konfiguracji cieszyć się własnym serwerem. Wszelkie szczegóły znajdziecie w instrukcji do gry, także nie będę się zagłębiał w szczegóły. Nie mniej jednak konfiguracja jest tak banalna, że każdy spokojnie da sobie radę.

Od strony graficznej gra prezentuje się naprawdę dobrze, chociaż nie ustrzeżono się kilku bugów, rzutujących źle na rozgrywkę jako całość. Jednak po kolei. Przede wszystkim lokacje. Te wykonano w miarę starannie, są one dość rozległe, ale nie zadbano o ilość i jakość detali. Wszędzie widzimy powtarzające się, średniej jakości, tekstury nałożone na budynki oraz inne elementy. Jak już wspominałem nie ma mowy o jakichkolwiek uszkodzeniach. Nawet wybuchy granatów, czy detonacja dużych ładunków nie jest w stanie naruszyć niezmąconego spokoju zabudowań. Pojazdy występujące w kilku odmianach, to jedynie martwe dekoracje.

Z drugiej strony mamy tu wiele ciekawych efektów wizualnych, jak choćby znakomicie przygotowane eksplozje granatów, które uwidoczniają się rozbłyskiem i kłębem czarnego dymu. Bardzo dobrze spisali się graficy przygotowujący modele broni oraz mimo wszystko pojazdów. Poszczególne elementy uzbrojenia wyglądają autentycznie, a pojazdy mimo totalnego uziemienia prezentują się dobrze. Pomyślano też o zróżnicowaniu uniformów naszych przeciwników, którzy występują w różnych mundurach w zależności od pory roku i regionu. Przy okazji na brawa zasługuje też patent, który jest co prawda prosty jak budowa cepa, ale znakomicie wpływa na urealnienie rozgrywki, a co za tym idzie na jej miodność. Niektórzy niemieccy wojacy wyskakują z bronią w ręku, ale nie do końca odziani. Wygląda to czasami dość zabawnie – facet z pukawką, w hełmie i w kalesonach :) :) Na marginesie dodam, że rozmaitego przyodziewku można używać także w trybie wieloosobowym i od razu nadmieniam, że są to nie tylko uniformy. Jeśli jesteśmy już przy postaciach, to należy wspomnieć, że przeciwnik rekrutuje się z różnych formacji wraz z typowym dla nich uzbrojeniem. Szkoda jedynie, że równie starannie nie potraktowano animacji ruchów żołnierzy wroga. Biegają sobie, owszem, ale trafienia niewiele zmieniają w ich zachowaniu, przez co nie bardzo wiadomo czy oberwali, czy też nie. Jest to dość istotne, gdy strzelamy z daleka. Pewność daje dopiero moment, gdy przeciwnik ostatecznie pada martwy.

Na uwagę zasługuje również to, iż zadbano, aby engine gry dawał sobie radę z animacją rozmaitych akcji. Nawet przez chwilę nie widać zwolnienia animacji, także w momentach krytycznych, gdy na ekranie przebywa wiele postaci i toczy się ostra walka. Jest to szczególnie cenne dla osób ostrzących sobie zęby na multiplayera. Bez obaw – gra nie przycina ani na moment. Wszystko działa gładko i niezmiernie płynnie.

Nagana należy się natomiast za niedoróbki, które pociągają za sobą kilka przykrych następstw. Po pierwsze przeciwnik może do nas momentami strzelać przez ściany budynków, a eksplozja granatu za osłaniającą żołnierza przeszkodą, rani go tak samo, jakby stał sobie bez osłony.

Złego słowa nie mogę natomiast powiedzieć na oprawę dźwiękową gry. Co prawda pojawia się tylko jeden utwór muzyczny, którego można posłuchać w menu, ale chylę czoła, bo kompozycja jest znakomita i bardzo nastrojowa. Szkoda jedynie, że w trakcie samej zabawy nie towarzyszą nam tak znakomite akordy. Pełną rekompensatą są na szczęście dźwięki jakie dochodzą do naszych uszu. Mamy tu wszystko co potrzebne, aby drugowojenna gra brzmiała jak należy. Są odgłosy wystrzałów, wybuchy, kanonady artylerii, pokrzykiwania żołnierzy, nawoływania rannych, itd., itp. Bronie brzmią bardzo wiarygodnie i w sposób zróżnicowany.

Skoro już wywołałem temat uzbrojenia, to pozwolę sobie go troszkę pociągnąć. Otóż pod tym względem jest bardzo dobrze. Żołnierze wyposażeni są w uzbrojenie typowe dla swojej nacji, ale oczywiście nie ma problemu, aby zbierać oporządzenie poległych lub niespodzianki rozrzucone po mapie. Bronie reprezentowane są przez urządzenia różnego kalibru oraz granaty. Wybór jest naprawdę spory, tym bardziej, że w trakcie działania, można zabierać broń od martwych przeciwników.

Bardzo dobrze rozwiązano sterowanie. Co prawda osobiście w PSP brakuje mi zawsze drugiej gałki analogowej, ale spokojnie sobie poradziłem. Okazuje się, że da się dobrze obłożyć przyciski w PSP, aby sterowanie było komfortowe. Sprawiło to, że nawet w multi gra się wyśmienicie.

Mimo pewnych niedoróbek i krótkiego singla, zabawa w wojnę, którą serwuje nam EA jest bardzo wciągająca i dostarcza mnóstwo frajdy. Zapracowała na to bardzo dobra, mimo wszystko, grafika i animacja, urozmaicone lokacje, obfitujące w wiele tuneli, przejść i rozmaitych dróg do celu oraz przede wszystkim dźwiękowa ilustracja wydarzeń mających miejsce na ekraniku konsoli i na pierwszym miejscu bardzo solidny tryb multiplayer. Ten ostatni jest wart tego, aby kupić grę i wracać doń wielokrotnie. Wielką zaletą jest fakt, iż dzięki wydaniu jej w wersji na mobilną PSP, dostęp do wojaczki możemy mieć wszędzie, gdzie tylko zechcemy. Gdyby jeszcze pomyślano o większym doszlifowaniu i wyeliminowaniu niedoróbek, to Medal of Honor: Heroes stałby się grą znakomitą. Teraz mogę powiedzieć o niej, że jest dobra, a w porywach bardzo dobra. Dla fanów gatunku i samej serii oczywiście obowiązkowa, ale i wielbiciele dobrej rozrywki i strzelanek nie powinni od niej stronić. Szczególnie zadowoleni będą gracze lubujący się w potyczkach z żywymi przeciwnikami. Od strony multiplayera MOH: H to naprawdę bardzo mocna produkcja.

Plusy:
- nareszcie na PSP
- oprawa dźwiękowa
- znakomity multiplayer
- dobrze rozwiązane sterowanie
- urozmaicone lokacje
- klimat
- wciąga


Minusy:
- króciutki tryb singlowy
- niedoróbki w grafice
- dziury w enginie


Tekst został opublikowany za zgodą redakcji Gry.Gery.pl



Tekst został opublikowany na łamach MoHCenter w ramach współpracy MoHCenter z Gry.Gery.pl

Copyright by MoHCenter (C) 2010


Medal of Honor is a registered trademark and belongs to Electronic Arts inc.

Other trademarks are the property of their respective owners.


Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Electronic Arts Logo